Drugiego dnia pogoda wciąż przypominała bezkres chmur, a mimo to udaliśmy się na szczyt Pilska. Samo podejście odbyło się bez problemów, z butelką wody w ręce i batonikem w kieszeni. Sam szczyt okazał się rozległym terenem, gdzie można się zgubić wśród kosodrzewiny (zwłaszcza we mgle!).

Dopiero stojąc pod tabliczką z napisem "Pilsko" poczułam satysfakcję, smak nadziei, demo życia bez ograniczeń... wtedy przepadłam. Podczas wędrówki zauroczyłam się, ale teraz to był moment 100% pewności, że pokochałam góry i wszysko co się wiąże z wyprawą: trud, pot, wewnętrzna walka, radość, kultura.

Maj na Śląsku kojarzy się z zapachem bzu, a na Pilsku z wciąż zalegającym śniegiem powyżej schroniska. Cóż mogła robić grupa nastolatków i młodych dorosłych, gdy pod stopami "chrupało"? Oczywiście że bałwana. Organizator wycieczki upewnił się, że miejsce na mini-bałwany jest odpowienie i nie stworzy niebezpieczeństwa dla innych turystów. Niezmiernie jestem wdzięczna za tak świetny wzór oraz wpojone zasady empatii i bezpieczeństwa w górach.

Pozostałą część dnia spędziliśmy w schronisku na regeneracji. Nazajutrz po śniadaniu rozpoczęliśmy wędrówkę w dół, plecaki opustoszały, co było widać po tempie zejścia.

Uważam się za szczęściarę, ponieważ majówkowa wycieczka w 2013 roku jest dla mnie jak Blueprint (mówiąc po SAPowemu🤓), papierek lakmusowy kolejnych wędrówek.

 

Zaledwie 15 minut marszu, a już chciałam wracać i nie wierzyłam że uda mi się wejść (spoiler: weszłam🏔️). Plecak szkolny ważył swoje w tamtych czasach (jejku! piszę jakbym niewiadomo jak stara była 🙃), ale jednak ten w góry był o wiele cięższy. Znajdowała się w nim odzież na 2 noclegi, jakieś klapki chyba, prowiant i woda na 3 dni, bo wtedy biedny człowiek był ze mnie i nie stać mnie było na burżuazję doświadczenia stołówki schroniskowej. Zatem: jak ktoś nie ma w kieszeni, to ma w nogach.

Jak się okazało: pierwsze podejście było mordercze dla 80% uczestników, więc mieliśmy chwilę oddechu. Minęło już ponad dziesięć lat, a wciąż mogę przywołać smak lentilków wymieszanych z kabanosem i bułką z pasztetem, kiedy siedziałam na jeszcze suchej trawie w trakcie jednego z postojów (było ich wiele). 

Mimo ciężkiego fizycznie marszu, na duchu czułam się lżejsza niż kiedykolwiek wcześniej. Wspólna wędrówka, rozmowy z innymi uczestnikami; chłód wiatru, który muskał delikatnie policzki, a płuca napełniał czystą mieszanką powietrza- to doświadczenie, które uzmysłowiło mi czym jest bogactwo. 

Chwilę rozmyślań przerwał deszcz. Nie każdy posiadał ultra/hiper/pro peleryny, zatem kreatywność nadrabiała braki  budżetowe😜. Nie zignorowałam rady bardziej doświadczonych: odzież i prowiant spakować w worki na śmieci lub w te ze sklepu (po zakupach), aby się nie zamoczyły... mieli rację. Ba! Miałam nawet kilka worków budowlanych, które bogatsze o 3 otwory, stały się prowizoryczną ochorną przed ulewą. 

Do schroniska doszliśmy już bez akompaniamentu kropli odbijających się od kamieni, ale nadal część z nas miała przemoczone obuwie. Szybki meldunek, zrzut plecaków i już czekało na nas ciepło ognisko.

Morze chmur przesłaniało widoki, więc swoją całą uwagę skupiłam na degustacji kiełby z patyka.

25 maja 2025

Pierwsza wyprawa

Person stands atop rocky landscape at dusk.

Prawdziwą przygodę górską jaką zapamiętałam to majówka na Hali Miziowej w 2013 roku- pożyczony plecak, buty po tacie, zupki instant, deszcz, zmęczenie.... i stan zakochania w naturze.

Czy pierwsze podejście było dla mnie trudne? Tak. Czy chciałam się poddać? Również tak. ;)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Serio miałam dopiero 16 lat będąc pierwszy raz w górach?

Były wcześniej jakieś podróże, ale znam je tylko ze zdjęć, niestety moja świadomość ich nie pamięta.

Kojarzę tylko fakt, że na "jakąś" wycieczkę zbieraliśmy pieniądze, że spałam w hotelu/hostelu, ale wspomnień ze szczytów (o ile takie były) nie posiadam. Wynikać to też może z faktu, że głównie siedziałam z nosem w książkach lub na rowerze, na wycieczki raczej nie jeździłam, ewentualnie na te organizowane przez szkołę... 

Zatem dla mnie pierwszą prawdziwą wyprawą górską na zawsze pozostanie majówkowe wejście na Pilsko w 2013 roku. Startowaliśmy z Sopotni Wielkiej, samochody zostawiając nieopodal sklepu i ruszyliśmy żołtym szlakiem w kierunku Hali Miziowej.

 

Artykuły z kategorii RAJZY PO GÓRACH

arrow left
arrow right

0,00


​​​​​​​

Strona www stworzona w kreatorze WebWave.

Podpowiedź:

Możesz usunąć tę informację włączając Plan Premium

Ta strona została stworzona za darmo w WebWave.
Ty też możesz stworzyć swoją darmową stronę www bez kodowania.