🤓 Fun fact: Orlica to najwyższy szczyt polskiej części Gór Orlickich (1084 m n.p.m.), ale… jak tam dojdziesz, to możesz mieć lekkie: „to już?” .😅 Zero monumentalnych turni, zero wielkich panoram; Orlica jest skromna, leśna i bardzo „do przejścia”. Taka góra-introwertyk.
🤓 Pochodzenie nazwy: Nazwa Orlica najprawdopodobniej pochodzi od słowa orzeł albo od rzeki Orlicy, która dała nazwę całym Górom Orlickim (po czeskiej stronie Orlické hory).
🤓 Lokalna legedna: Mówi się, że Góry Orlickie były kiedyś krainą przemytników, uciekinierów i ludzi „pomiędzy”; pomiędzy państwami, decyzjami, światami. Orlica miała być ich punktem orientacyjnym i bezpiecznym azylem. Nie ma tu diabłów jak na Szczelińcu, ale jest cisza, mgła i las, które potrafią zrobić swoje. Gdy pogoda siądzie, łatwo uwierzyć, że ktoś tu kiedyś zniknął… albo znalazł coś, czego nie szukał.
W nocy po Orlicy chodzą „strażnicy lasu”, czyli duchy dawnych drwali i pasterzy. Nie są złe, raczej ciekawskie, niby słychać kroki, trzask gałęzi i ciche szepty, jakby ktoś chciał pokazać tajne ścieżki. Kto się nie boi, może natrafić na… stary kamienny krzyż, który podobno chronił wędrowców przed burzą
Status kondycji był nieco lepszy, ponieważ tutaj prawie nie ma podejścia.
U podstawy wieży jest miejsce, aby w spokoju spożyć posiłek; my akurat się tylko napoiłyśmy przed powrotem do samochodu. Dokładnie, przez nieświadomość, a może ignorancję, trochę też może przez zmęczenie po Szczelińcu i 5h jazdy samochodem; do zdobycia Orlicy zabrakło nam 73 metrów.🤡
Naiwnie myśląc, że to koniec przygody- ruszyłyśmy w kierunku Kowadła. Dopiero po zdobyciu Rysów zaczęłam weryfikację wszystkich zdjęć ze szczytów i się okazało, że wieżę pod Orlicą muszę ponownie odwiedzić, ponieważ sam wierzchołek leży na granicy polsko-czeskiej.
Okazja nadarzyła się w kwietniu 2024 roku podczas przerwy wielkanocnej. Tym razem już w gronie rodzinnym dotarłam do postumentu upamiętniającego Fryderyka Chopina, Cesarza Józefa II oraz Prezydenta USA Quincy’ego Adamsa. W tamtych dniach aura słońca była za piaszczystą mgłą, która dotarła do Polski podobno aż z Sahary.
Jako nagrodę po zdobyciu tej jakże ciężkiej góry na nocleg zatrzymałam się w Dusznikach-Zdroju. Nieironicznie: miasto jest pełne uroku i nie dziwi mnie ten kurs jako destynacja sanatoriów. Fontanna "Agata", Pijalnia Wód Mineralnych, Dworek im. Fryderyka Chopina, czy Muzeum Papiernicta zostały w moich mapach Google. Jadąc z Orlicy po drodze jest wiele małych stoków narciarskich, które są atrakcyjną rozywką w zimowe dni.
Ciąg dalszy logistycznego "faux pas" pierwszej wyprawy z serii KGP.🙈
Czy musiałam powtarzać ten szczyt, bo jednak za pierwszym razem zrobiłam zdjęcie tylko przy wieży? Tak.
Po zdobyciu Szczelińca Wielkiego, obrałyśmy kierunek na wschód doliny kłodzkiej, gdzie po drodze na mapie wyłaniał się nieśmiało kolejny szczyt wchodzący w skład Korony Gór Polski: Orlica.
Orlica ma 1084 m n.p.m., to najwyższy szczyt Gór Orlickich.
Skodeł został zaparkowany na prowizorycznym parkingu przy kamieniu Rübartscha, akurat popołudniu był on wyjątkowo luźny. Krótki marsz okazał się przyjemnym spacerem, na który zabrałam jedynie wodę.
Dotarłyśmy do wieży widokowej, na którą udało się nam wdrapać (mimo braku kondycji). Jest ona dość solidnej konstrukcji, dodatkowo nie trzeba się przeciskać między innymi górołazami podczas wejścia czy zejścia, ponieważ schody są wyjątkowo szerokie.👌
Na samej górze wiatr się delikatnie wzmagał, natomiast widok zarówno na Polską, jak i Czeską stronę, przypominał mi obraz wzgórz z książek czytanych w dzieciństwie. Błogość, bezkres oraz wyciszenie- tak mogę opisać słowami to co zobaczyły oczy mojego górskiego serca.😁
Strona www stworzona w kreatorze WebWave.
Podpowiedź:
Możesz usunąć tę informację włączając Plan Premium