Próbowałam zrobić tę trasę 18km w pierwszym kwartale tego roku, ale kondycja i śnieg mnie pokonały. Moim planem we wrześniu było zdobyć Cieślar i jak ostatnim razem: powoli zmierzać w dół ku stacji Wisła Dziechcinka, czyli pierwotnie miało być 14,4km . Tym razem nogi same niosły mnie do przodu, a miałam wiele godzin zapasu do pociągu, na który już bilet zakupiłam (mała motywacja, żeby się wyrobić🙈- taktycznie zakupiony już od stacji Wisła Głębce).

Jedynym logicznym rozwiązaniem okazała się wędrówka na Stożek Wielki. Mijając Cieślarówkę zapach jadła kusił, aby wstąpić- niestety już skonsumpowałam swoje drugie śniadanie przed kilkoma chwilami. Notatka na przyszłość- trzeba wreszcie zawitać.😊

Nie dziwię się, że Stożek nosi taką nazwę, ponieważ idąc z Cieślara w jego kierunku; faktycznie przypomina stożek jaki rysowaliśmy w szkole podstawowej próbując nadać kształ górom. 🏔️Podejście dało popalić na łydki, mała załamka w akompaniamencie kataru, ale weszłam. Pocieszałam się, że znów zakosztuję w placku po węgiersku, który jest świetnej jakości i to w przystępnej cenie. Czasem trzeba znaleźć cel, motywację, kiedy jest ciężko- tak też staram się robić, by się nie zniechęcać.😎

Na terenie schroniska i w środku sporo turystów, ale w większości byli to kolarze (którym zazdrościłam szybkiego zjazdu w dół🥹). Placki pyszne, porcja ogromna. Mimo godzinnej przerwy na obiad i wypocznek, wciąż pozostawało mi ok. 1,5h  zapasu (nie licząc czasu zejścia), zatem kolejnym przystankiem dodanym do trasy były Kiczory oraz Przełęcz Łączecko. Tym razem na szlaku spotkanie z turystami mogę policzyć na palcach jednej ręki, co sprawiało wrażenie "gór na własność". Z Przełęczy Łączecko rozpościerał się niesamowity widok na Tatry.

Pozdrowienia dla Pana, którego spotkałam na szczycie Kiczory- gratuluję ukończenia GSB! 🎉 Chyba trochę też dlatego kocham góry, bo mogę spotkać nieznaną mi osobę, z którą dialog może się nie kończyć- bo góry łączą i przyciągają włóczykijów.😌

Na stację dotarłam finalnie z zapasem 20 minut, które wykorzystałam na degustację kawy z termosu wraz ze smakołykami z plecaka. Wróciłam doładowana, zmęczona i szczęśliwa.

Trasa przyjemna, a co najważniejsze: można zawsze skrócić, jeśli przeliczyliśmy się z naszymi możliwościami.

 

Po śniadaniu i zdjęciach ze szczytu; ruszyłam wzdłuż granicy polsko-czeskiej na południe szlakiem czerwonym. Jesienią wędrówka była o wiele przyjemniejsza, niżeli kilka miesięcy wcześniej  pośród śniegu (jeszcze nie należałam wtedy do klubu KZKGRP). Nawet mimo rekonwalescencji po chorobie i z lekkim osłabieniem organizmu, tempo marszu pośród wczesnej jesieni na koronach drzew, było szybsze od czasów zamieszczonych na tabliczkach szlakowych. Miło jest czuć progres, po ponad dwóch latach górskich wędrówek- chociaż faktycznie zaczynając: liczyłam czas x2 pokazywany na mapach.🤣

W schronisku Soszów Wielki zatrzymałam się tylko na chwilę, aby zdobyć pieczątkę oraz skorzystać z toalety. Akurat tutaj był mały tłum, w sumie jak zazwyczaj (kolej linowa i parking powyżej Wisły bardzo zachęca- i cóż się dziwić😊, dobra opcja dla początkujących, tych co mają ograniczony czas lub kulinarnych turystów. Schroniskowe posiłki słyną z nuty korzennej w serwowanych potrawach), więc ruszyłam na szczyt. W okolicach samej tabliczki z napisem "Soszów Wielki" było kilku turystów, którzy rozkoszowali się ciepłym wiatrem z widokiem na Beskid Śląski. Szybkie zdjęcie i dalszy marsz czerwonym szlakiem.

Dopiero na Cieślarze zatrzymałam się na dłuższą przerwę. Sercem jestem hobbitem, więc drugie śniadanie z laną kofolą weszło jak złoto. Zwłaszcza, że mogłam podziwiać fale na trawie i daleką panoramę Tatr. Pierwszy raz natrafiłam na otwartą budkę, gdzie można kupić napoje i dania obiadowe za gotówkę.👌

 

09 listopada 2025

KBŚ: Pół-pętla od Czantorii po Kiczory

Person stands atop rocky landscape at dusk.

Ostatni dzień lata w 2025 roku spędziłam na samotnej wędrówce po malowniczych werzchołkach Beskidu Śląskiego, tym samym dodając Czantorię Wielką oraz Soszów Wielki do kolekcji pieczątek w książeczce.🏔️

Czasem potrzeba gór, mimo słabej kondycji po chorobie- wtedy z pomocą przychodzą (a w sumie to już stoją) kolejki górskie. Ta w Ustroniu nie należy do najtańszych, natomiast wybierając ciężkie (dla mnie) podejście na Czantorię Wielką czy wjazd-> definitywnie wybieram szybszą opcję.🙈

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Prawie 18km przyjemnej trasy

Start wędrówki rozpoczęłam na PKP Ustroń Polana, pociąg przybył na stację ok. godziny 08:50. Tego samego dnia w Ostarvie odbywało się wydarzenie Dny NATO, skutkiem czego było niewielu turystów w oczekiwaniu na kolej linową, mimo wspaniałych warunków pogodowych (inczej mówiąc: warun dobry, turystów mało).

W domu nie miałam ochoty na śniadanie, więc po odcinku z górnej stacji kolejki do szczytu Czantoria Wielka urządziłam sobie mały biwak. Moim must-have jest "Marlenka" z grzańcem zakupiona w budce oraz własna kanapka. Lubię posiłki w plenerze, bo często jadam przy komputerze podczas pracy lub pisania artykułów/wierzszy itp. Czuję wtedy, jakbym miała znów 15 lat i jeździła po lesie rowerem, z kanapką i pomidorem, które konsumwane były z widokiem na zalew. Przyjemne jest to poczucie wolności.

 

Artykuły z tej kategorii

arrow left
arrow right

0,00


​​​​​​​

Strona www stworzona w kreatorze WebWave.

Podpowiedź:

Możesz usunąć tę informację włączając Plan Premium

Ta strona została stworzona za darmo w WebWave.
Ty też możesz stworzyć swoją darmową stronę www bez kodowania.